Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 Msze Święte niedzielne

18.00 (sobota); 6.30; 8.00; 9.30 (suma); 11.00 (dla Rodzin
z dziećmi); 18.00

Msze Święte w tygodniu

6.30; 18.00
(w czwartek o 17.00)

dla dzieci: czwartek 17.00     
dla młodzieży: piątek 19.00

Nabożeństwa

- niedziela: 17.30 (I niedziela miesiąca o 17.15)                              - codziennie: 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego                         - sobota: od 17.15 wystawienie Najświętszego Sakramentu

Spowiedź 

- w tygodniu: pół godziny przed każdą Mszą Świętą                            - w sobotę: od 17.00 

  Kontakt

Plac Biskupa Konrada 3;
48-130 Kietrz 
Tel. 77 485 42 34

KOŚCIÓŁ TRZECH KRÓLI

        

    Kietrz, między Odrą a Sudetami położony, w prostej linii na zachód od Raciborza, figurował od rozbiorów Polski na mapie Europy jako Katscher, miasto w obrębie państwa niemieckiego istniejące.
Miasteczko liczyło w pierwszej połowie XX wieku 10 000 mieszkańców. Było nie tyle duże, ile bezładnie rozciągnięte i skutkiem tego niektóre dzielnice, zbyt oddalone od jedynego parafialnego kościoła, nie mogły jak należy korzystać nawet z nabożeństw niedzielnych. Najwięcej pod tym względem cierpieli ludzie zamieszkali przy ulicy Raciborskiej. Starsi, zwłaszcza w porze jesiennej i zimowej, nie mogli przebrnąć prawie dwóch kilometrów do odległego parafialnego kościoła, skutkiem tego pozostawali nieraz tygodniami i miesiącami bez Mszy Świętej. Zaczęto więc dopraszać się u miejscowego proboszcza, ks. Henryka Rychtarskiego o siostry zakonne. Ksiądz proboszcz Rychtarski zwrócił się z propozycją fundacji do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi. Opierając się na obszernym artykule "Gazety Kościelnej" z lipca 1928 roku, dowiadujemy się że ksiądz proboszcz Rychtarski nabył 18 listopada 1919 roku parcelę za 10 200 marek, a 18 grudnia tegoż 1919 roku zapisał ją ze wszystkimi, jakie ciążyły na niej zobowiązaniami na zakład księdza kanonika Ulrycha. Plac ten położony przy ulicy Raciborskiej 65 nie był wykorzystany do roku 1928.

Zgromadzenie Franciszkanek Misjonarek Maryi było nastawione na poszukiwanie możliwości założenia domu zakonnego w Niemczech.

13 stycznia 1928 roku ksiądz prałat Józef Natan, Wikariusz Generalny, telefonował do następcy księdza proboszcza Henryka Rychtarskiego, proboszcza Emila Komarka w Katscher, że są u niego dwie Franciszkanki Misjonarki Maryi, których Zgromadzenie pragnęłoby się osiedlić w Kietrzu. Siostry przybyły z Austrii z Annunziaty w Eichgraben pod Wiedniem. Jedną z nich była wikaria prowincjalna M. M. Jovita. Jeszcze tego samego dnia zgłosiły się w Katscher, obejrzały plac i olbrzymią stodołę, która znajdowała się na placu, położonym przy ulicy Raciborskiej 65. Odjeżdżając zapewniały że sprawę z najbardziej pozytywnej strony przedstawią Matce Generalnej. Matka Maria od Świętego Michała, ówczesna przełożona generalna, całym sercem przyjęła opatrznościową propozycję księdza Proboszcza Rychtarskiego.

26 stycznia 1928 roku postanowiono Lehn-Langenau (lenna posiadłość Langowo) wraz ze znajdującym się na niej budynkiem sprzedać siostrom Franciszkankom Maryi za 5000 marek niemieckich. 19 lutego 1928 roku sporządzono u notariusza akt kupna. Po niewielkiej przebudowie stodoły siostry objęły nową posiadłość i zamieszkały w obszernym postodolnym budynku w kwietniu 1928 roku.

Placówka ta miała być przede wszystkim punktem rekrutacji powołań dla Zgromadzenia w obszernej niemieckiej Rzeszy, a kwesta miała zasilać kasę prowincji i kasę zapotrzebowań misji. Jak bardzo siostry były pożądane i oczekiwane w Katscher może świadczyć fakt, że z polecenia władz kościelnych miejscowy proboszcz wprowadził je uroczyście na teren ich posiadłości. Ponieważ nieruchomość tę znaleziono w oktawie Trzech Króli, Matka Maria od Św. Michała, Przełożona Generalna Zgromadzenia, nazwała przyszły dom, Domem Trzech Króli.

Oto wykaz sióstr, które pierwsze jako fundatorki przybyły do Katscher, do przyszłego Domu

Trzech Króli :

1. M. M. Hermina przełożona,

2. M.M. Reginaldus,

3. S. M. Zygmunta,

4. S. M. Amida,

5. S. M. Adelindis,

6. S. M. Attala.

Wszystkie narodowości niemieckiej lub austriackiej z wyjątkiem znanej nam później w Polsce o mrówczej pracowitości hafciarki, S. M. Amidy, z pochodzenia Słowaczki.

Dla przyspieszenia budowy zawiązano Komitet Pomocniczy, złożony z 11 osób pod przewodnictwem przemysłowca Augustyna Klugera. Komitet troszczył się o transport do zwiezienia materiałów budowlanych, urządzał zbiórki pieniężne. Budulec zwieziono bezinteresownie. Ludność miejscowa wykazała niezwykłą ofiarność. Dokumentację kościoła i klasztoru sporządził inż. Architekt Leon Meixner z Katscher. U czynił to według wzoru klasztoru w Bauvec pod Paryżem. Całość pracy wykonał bezinteresownie.

Budowniczy Artur Gom kierował budową kościoła, natomiast budowniczy Augustyn Marker czuwał nad budową klasztoru. Obaj pochodzili z Katscher. Naczelne kierownictwo nad całością objął bezinteresownie Miejski Architekt inż. Leon Meixner. Robert Dohner ofiarował wysoką i odpowiednio długą kratę przez całą szerokość kościoła. majster stolarki Paweł Schalke i Paweł Jarosch sporządzili również bezinteresownie portal do kościoła. Rzemieślnicy postawili najniższe ceny, jakie można było wykalkulować, a wspólnie z dostawcami materiałów ułatwiali płacenie rachunków. Magistrat miasta i jego rada również wydatnie popierali siostry. Znacznego poparcia i bardzo dużej życzliwości doznały siostry od księdza prałata Józefa Natana z Branic, Wikariusza Generalnego w Ołomuńcu, delegowanego na obszar diecezji, położony w granicach Rzeszy. Nie mniejszą i stałą życzliwa pomoc świadczyli siostrom księża parafialni, a zwłaszcza rada konsystorialna i ksiądz proboszcz Emil Komarek, który był duszą budowy. W owym czasie miał on do pomocy trzech wikariuszy. Oto ich nazwiska: Ks. Ernest Gorecki, Ks. Adolf Breitkopf i Ks. Wilhelm Titz.

W oczekiwaniu na nowy kościół i klasztor, siostry zamieszkały tymczasem w przebudowanej na dom i ładnie urządzonej dawnej stodole. Jedną z sal przeznaczono na kaplicę. 23 marca1928 roku Kuria Biskupia w Ołomuńcu pozwoliła na odprawianie Mszy św. i przechowywanie Sanctissimum. W kwietniu 1928 roku na Wielkanoc odprawiono pierwszą Mszę św. Staruszkowie z ulicy Raciborskiej i inni z okolicy, którzy od dawna już nie mieli możności ze względu na zimno i odległość dzielącą ich od parafialnego kościoła być na Mszy św. pierwsi przybyli tłumnie do naszej kaplicy, nie kryjąc radości. Kaplica wypełniła się po brzegi. Od tego dnia rozpoczęto wystawienie Najświętszego Sakramentu i codzienną adorację. Radość i wdzięczność świadczono siostrom na każdym kroku za kaplicę, za Obecność Pana Jezusa. Można tam było przyjść, kiedy się chciało i odwiedzić Boskiego Więźnia tabernakulum.

22 lipca 1928 roku odbyło się poświęcenie kamienia węgielnego pod kościół i pod klasztor.Uroczystości przewodniczył ksiądz proboszcz Emil Komarek z Kietrza. Równolegle z budową posuwającą się w nieprzeciętnie szybkim tempie, siostry zajęły się dziećmi, urządzając się, jak się dało w prowizorycznym domu. Uruchomiona tam pierwszym rzędzie przedszkole, pracownie haftu i szycia oraz katechizację. Urządzały również siostry zebrania dla matek, pouczając je o sposobie pielęgnacji dziecka i o konieczności stwarzania i utrzymywania w domu religijnej atmosfery, w której kształtowałaby się i umacniała wiara dziecka.

Jakkolwiek pomoc mieszkańców Kietrza była bezprzykładnie ofiarna, to jednak nie mogła pokryć ogromnych sum, jakich wymagała budowa kościoła i klasztoru.

Zgodnie z obowiązującym w Prusach ustawodawstwem klasztory katolickie od połowy XIX wieku nie mogły nabywać na własność żadnej nieruchomości, a ponieważ bez niej nie mogły istnieć, trzeba było zakaz obejść. Nieruchomość została nabyta na Sozial Caritas, stowarzyszenie kościelne zarejestrowane. W naszym przypadku składało się ono z sióstr Zgromadzenia i dokooptowanych osób świeckich. Uczyniono to dla nadania formy prawnej aktom, które musiały być dokonane, aby mógł powstać w Kietrzu dom Zgromadzenia.

Dzięki bezinteresownej i ofiarnej pomocy sąsiadów i w ogóle mieszkańców Kietrza, a zwłaszcza dzielnicy najbliższej po siedmiu tygodniach pracy klasztor był już pod dachem, a kościół czekał na stolarskie roboty, bo murarskie były wykończone.

6 stycznia 1929 roku ksiądz proboszcz Emil Komarek dokonał poświęcenia nowego kościoła pod wezwaniem Trzech Króli. 29 czerwca odbyła się konsekracja kościoła. Pozwolę sobie przytoczyć opis poświęcenia kościoła, tak jak to podała w owym czasie Gazeta Kościelna. Artykuł miał tytuł : Poświęcenie kościoła klasztornego Trzech Króli w Kietrzu. ,,Et Verbum Caro factum est et Habitavit in nobis". Te słowa, wyjęte z Ewangelii świętej jaśnieją wypisane wielkimi gotyckimi literami nad prezbiterium głównego ołtarza nowo wybudowanego kościoła. Słowa te stały się dla nas wspaniałą rzeczywistością przez poświęcenie w ubiegłą niedzielę kościoła, gdzie odtąd zamieszkał Bóg między ludźmi i gdzie pod postaciami chleba i wina ofiaruje się za ludzi.

Dzień poświęcenia kościoła SS. Franciszkanek Misjonarek Maryi stał się dla całego Kietrza dniem radości, dniem szczególnego religijnego przeżycia. Spełniło się pragnienie naszej dzielnicy miasta. Ulica Raciborska, tak bardzo oddalona od kościoła parafialnego, ma teraz swój kościół. Przed rokiem, kiedy siostry urządzały się i organizowały przedszkole w małym po-stodolnym pomieszczeniu, nikt nie przypuszczał że za rok będziemy mieli oddany do użytku wspaniały kościół!

Oprócz głównego wejścia, kościół posiada boczne wejście i wejście do zakrystii. Ma on wewnątrz 26 metrów długości i 12 metrów szerokości. Chór dla parafian wynosi tylko 14 metrów długości od kraty. Chór dla sióstr 4 metry, a prezbiterium z zakrystiami ma 6 metrów długości, przy 14 metrach szerokości. Bocznych naw , jak w innych kościołach, nie ma. Ołtarz jest prosty ale bardzo piękny - z marmuru. Jest on darem przełożonej generalnej z Rzymu, wykonany w Mediolanie. Na ołtarzu nie ma światła elektrycznego. Są tylko woskowe świece. Za ołtarzem znajdują się dwie duże zakrystie: z prawej strony dla sióstr, z lewej - dla kapłana. Sklepienie kościoła wykonane jest z drzewa. Ściany zostaną później pomalowane. Z prawej strony z kościołem łączy się klasztor. Ma on 39 metrów długości, a 9 metrów szerokości. W piwnicy mieści się kotłownia centralnego ogrzewania, pomieszczenia piwniczne, pralnia i prasowalnia. Na parterze jest oratorium z Droga Krzyżową, dwie rozmównice, portiernia i schody do mieszkania księdza kapelana oraz schody na chór. Dalej na parterze jest jadalnia, kuchnia pomywalnie, magazyn, łazienki i schody prowadzące na pierwsze piętro. Na piętrze jest siedem sal, przeznaczonych na pracownie dla sióstr, dwa pokoje dla chorych, pokój gościnny i biblioteka. Na drugim piętrze jest piętnaście cel i inne pomieszczenia. Wreszcie strych dla celów gospodarczych. Poszczególne pomieszczenia jak i kościół mają centralne wodne ogrzewanie.

Budowę prowadzili Artur Gohr i August Marker. Centralne ogrzewanie i cała konstrukcję żelazną robiła firma ślusarska Dohner z Kietrza.

Na szczególne podkreślenie zasługuje ofiarność, jaką okazała społeczność katolicka z Kietrza. Miasto ofiarowało na budowę 5 000 marek niemieckich. Poza tym każdy pomagał według swoich sil i zdolności. Miejski architekt inżynier Meixner kierował bezinteresownie budową. Burmistrz miasta Greinert wraz z żoną ofiarowali dla kościoła balustradę. Dyrektor Breitschadel ­dywan przed ołtarz. Wicedyrektor Reske dał wieczną lampkę i dzwonki do zakrystii. Em. Kluger ­kociołek na wodę święconą. Rodzina Langach i Bernard Dohner ofiarowali każdy po dwa mosiężne lichtarze. Następnie rodziny Otto Purschke, Józef Sznejder i Anter - każdy po jednym lichtarzu. Józef Poletzny ofiarował ciężki, grubo pozłacany kielich mszalny, rodzina Herst - srebrny kielich oraz puszkę na 500 Hostii. Rodzina Józefa Maletzko ofiarowała dwa kociołki do wody święconej, a Józef Schafranietz (Szafraniec) - dzwon. Ślusarz D5hner - kratę. Gospodarze użyczali zaprzęgu na zwózkę budulca, a stolarze Jarosch i Schatke wykonali okna i drzwi jako dar.

Poświęcenie kościoła, które miało miejsce w uroczystość Trzech Króli 6 stycznia 1929 roku było prawdziwym świętem dla całej okolicy a przede wszystkim dla Kietrza. Poświęcenia dokonał ksiądz proboszcz Emil Komarek. Konsekracja natomiast odbyła się 29 czerwca 1929 roku. 30 czerwca miało miejsce bierzmowanie. 1500 osób przyjęło sakrament Ducha Świętego.

Zarząd generalny Franciszkanek Misjonarek Maryi na fundację w Kietrzu zaciągnął pożyczkę w Szwajcarskim Banku Rzemiosł w St. GalIen w sumie zł. 121.826,10 franków szwajcarskich. Pożyczka ta została zabezpieczona na nieruchomości zarejestrowanego stowarzyszenia Sozial Caritas w Kietrzu przed ewentualną konfiskata majątku czy nawet wobec rozwiązania stowarzyszenia wierzytelność byłaby uratowana.

Rząd Polski Ludowej traktował wszystkie nieruchomości na odzyskanych Ziemiach Zachodnich, prastarych polskich ziemiach, jako dobra poniemieckie, które automatycznie stawały się własnością Rządu. Istniał jednak przepis prawny, w którym uczyniono wyjątek dla majątku nieruchomego tych zakonów i kongregacji, których domy generalne znajdowały się w 1945 roku poza granicami Niemiec. Nie można było jednak traktować domu w Kietrzu jako dobra poniemieckiego, bo w konsekwencji pociągnęłoby to za sobą nieuniknione wystąpienie Szwajcarskiego Banku Rzemiosł w S1, GalIen do Rządu Polskiego o wypłatę w dewizach, zabezpieczonej na nieruchomości w Kietrzu wierzytelności, podczas gdy przez uznanie naszego tytułu, długi Zgromadzenia regulował Zarząd Generalny. Sprawa własności Kościoła na Ziemiach Zachodnich i Północnych została uregulowana ostatecznie przez Rząd Polski Ludowej decyzją Premiera 25 stycznia 1971 roku.

W roku 1944 - 45 w domu Trzech Króli w Kietrzu przebywały siostry pochodzenia niemieckiego, austriackiego, dwie siostry Polki z obozu w Bojanowie : M. M. Ludwika i S. M. Anzelma, jedna siostra Słowaczka i jedna siostra Holenderka, m. m. Antonius.

M. M. Jozafata (Zofia Szeptycka), która była w owym czasie przełożoną prowincjalną chciała uchronić siostry niemieckiego pochodzenia od wysiedlenia z Kietrza do Niemiec, gdzie Zgromadzenie nie miało domu. Byłyby siostry skazane na tułaczkę, zanim dotarłyby do któregoś domu za granicą. Przeszły one prawdziwą gehennę podczas sowieckiego frontu i nie można było dopuścić do dalszych bolesnych przejść. Trzeba było im oszczędzić dalszych smutnych następstw wojny. Żywo stoi nam przed oczami z opowiadań naocznych świadków przerażająca, a zarazem piękna śmierć M. M. Gabrielis. Monika hr. BalIestrem, Austriaczka z pochodzenia, długo pukała do franciszkańskiej furty klasztornej, zanim ta się przed nią otworzyła. Na przeszkodzie do przyjęcia stała głuchota młodej Moniki. Rzym uporczywie dawał negatywną odpowiedź na jej prośbę. Ówczesna przełożona prowincjalna, M. M. Melania-Róża Jabłońska, bardzo cenione przez przełożoną generalną, m. m. de St Michel, znała tę czystą i piękną duszę, zwyciężona jej pokornym i wytrwałym naleganiem, przedstawiła raz jeszcze sprawę Matce Generalnej i prosiła o wyjątek dla tej kandydatki. Poznałam m. m. Gabrielis w Annunziacie, a następnie spotkałam się z nią w Warszawie, gdzie pełniła obowiązki Asystentki domu. Cicha, skupiona, wierna stwarzała wokół siebie atmosferę ciszy i pokoju. Wojna zastała ją w Katscher. Na wieść o zbliżaniu się sowieckiego frontu przełożona w Kietrzu, m. m. Antonius, Holenderka, zaproponowała siostrom możliwość wyjazdu do Wiednia, który był daleki od niebezpieczeństwa, jakie niósł z sobą front wschodni. Żadna z sióstr nie skorzystała z propozycji S. Przełożonej. M. M. Gabrielis nie zrozumiała na czym mogłoby tutaj polegać niebezpieczeństwo. Kiedy przełożona wyjaśniła jej to indywidualnie, M. M. Gabrielis powiedziała: "To nie pozostanie wówczas nic innego, jak umrzeć tak jak umierały dziewice w pierwszych wiekach chrześcijaństwa".

 

Radzono siostrom, żeby dla bezpieczeństwa były wszystkie razem nawet w domu, żeby się nie rozpraszały. I tego się siostry trzymały. Było to 1 kwietnia 1945 roku w Wielką Sobotę. Ksiądz kapelan rozdał Komunię św. i poszedł do chorych. Do klasztoru wdarło się dwóch pijanych żołnierzy sowieckich. Wszystkie siostry były razem zebrane w refektarzu. Trzymając się za ręce. Nie można było pozwolić, żeby którąkolwiek oderwano od gromady. Tymczasem stało się to, czego się bano. Mocnym szarpnięciem jeden z żołnierzy odciągnął siostrę agregowaną. Matka M. Gabrielis, słaba z natury, pchnęła go tak silnie, że pijany żołnierz upadł, a siostra uwolniona z rąk jego znalazła się w gromadce swoich. Pijany podniósł się. Padł strzał w twarz M. M. Gabrielis. Krew bryznęła na ścianę refektarza przy oknie w kącie. Żołnierze wycofali się. Nadszedł z pośpiechem ksiądz proboszcz i udzielił śmiertelnie ranionej sakramentu chorych. Żyła jeszcze dwie godziny. Pochowano ją w pośpiechu pod krzyżem za ogrodem. W listopadzie 1946 roku pismem z dnia 13 listopada i 19 listopada 1946 roku uzyskano zezwolenie na ekshumację zwłok i pogrzebanie ich na cmentarzu w Kietrzu.

W noc śmierci M. M. Gabrielis siostry spędziły całą noc w refektarzu przy zwłokach ukochanej zmarłej. Nad ranem wrócili sprawcy zbrodni. Zmarła leżała w habicie zbroczonym krwią. Siostry skupiły się za nią w kącie refektarza. Sprawcy nieszczęsnej zbrodni stali przez chwilę w skupieniu we drzwiach i wycofali się w milczeniu. Jeden z nich, wychodząc ukląkł niezgrabnie i uczynił znak krzyża prawosławny. W dobrej, spokojnej, cichej za życia, tak odważnej w godzinie śmierci, M. M. Gabrielis zyskało Zgromadzenie święta Patronkę w niebie. Przecież według słów Chrystusa: Nikt nie ma większej miłości od tego, kto daje życie za przyjaciół swoich. Ona oddała je za swoją współsiostrę zakonną. Wypełniła w sposób najdoskonalszy największe przykazanie, z którego Bóg nas sądzić będzie. Jej sąd wypadł po myśli Bożej.

Pierwsze siostry Polki przybyły do Kietrza 9 kwietnia 1945 roku i przebyły z siostrami innych narodowości do maja 1946 roku. Zbyt głośno mówiono o wysiedleniu ze Śląska i wydawało się, że nie można dłużej czekać. Trzeba było robić starania o wyjazd sióstr niemieckiego i austriackiego pochodzenia do Wiednia. Władze polskie w osobie pana dyrektora Osóbki, kierownika działu paszporto-wizowego w Ministerstwie Spraw Zewnętrznych, odniosły się bardzo życzliwie do naszych starań. Dyrektor polecił na jednej karcie wypisać personalia sióstr i ich przynależność państwową. Siostry nie miały żadnych dokumentów. Wszystko pogubiły w czasie przejścia :frontu, gdy musiały się ukrywać po rowach, na polu. Karta z wypisanymi personaliami sióstr, podpisana przez przełożoną prowincjalną, stanowiła ich zbiorowy dokument. Otrzymały bezpłatne prawo przejazdu do Wiednia. Ponadto pozwolono, że S. Helena Ihnatowicz, która znała zarówno język niemiecki jak i rosyjski, miała odwieźć siostry do Wiednia z prawem powrotu do Polski. Wydaje się, że nasze drogie siostry, które uchroniłyśmy przed przykrym przymusowym wysiedleniem, nie doceniały na razie naszej troski i starań, a może nawet w chwili wyjazdu czuły do nas zrozumiały żal. Po przybyciu do Wiednia, na wiadomość o wysiedleniu z Kietrza, w pierwszym rzędzie naszego księdza kapelana, oceniły i doceniły to, co M. Prowincjalna dla nich zrobiła. Księdza Kap. Miillera wywieziono do Niemiec. Pozostawiono na miejscu tylko tych, którzy utrzymywali że są Ślązakami.

W 1946 roku przybyło więcej sióstr Polek z Centralnej Polski i zaraz otworzyły przedszkole oraz świetlicę dla dziewcząt. kierowniczką przedszkola i świetlicy była S. Anna Zawadzka. Już w rok potem, w 1947 roku przedszkole zostało upaństwowione, ale niemniej kierowniczką i wychowawczyniami były siostry do 1959 roku. Przedszkole nasze było więcej niż doceniane, bo wszystkie niemal wychowawczynie przedszkoli u nas przechodziły swoją praktykę. W roku 1959 siostra Anna Zawadzka musiała przyjąć ofiarowaną jej rentę. Przedszkole otrzymało kierowniczkę świecką, ale jeszcze do 1961 roku dwie siostry w charakterze pracownic fizycznych pracowały w przedszkolu. Z wrześniem 1961 roku i te dwie ostatnie usunięto.

Natomiast z dniem 1 sierpnia 1960 roku cztery siostry, dyplomowane pielęgniarki, objęły pracę w szpitalu rejonowym w Kietrzu : S. Helena Korpok (S. M. Benicjusza), S. Martyna Buchwald (S. M. Dobrosława), S. Katarzyna Jagodzińska (S. M. Wisława), S. Gertruda Szweda (S. M. Majo la). Od 1 listopada 1961 roku piąta z kolei S. Gertruda Strus (S. M. Amelia-Kinga) została przyjęta na etat salowej do sali operacyjnej. Pracę sióstr w szpitalu bardzo ceniono. Chorzy mieli spowiedź i Komunię św. na życzenie nawet codziennie. W niedzielę zawsze Mszę św. Lecz i ze szpitala musiały odejść. Nastąpiło to w roku 1966. Odeszły wszystkie, prócz S. Heleny Korpok. Przedłużono je pobyt w szpitalu do roku 1968, kiedy władze szpitalne otrzymały odpowiednio przygotowaną świecką pielęgniarkę na salę operacyjną. W międzyczasie zatrudniona była jako pielęgniarka S. Elżbieta Miklas, a w roku 1966 przyszła na salę operacyjną na miejsce S. Gertrudy Strus, S. Zofia Pierwoła.

Po usunięciu sióstr ze szpitala zjawiły się nowe zapotrzebowania na siostry. Bóg nie pozostawił nas bez pracy, przeciwnie, zapotrzebowania rosną tak dalece, że nie jesteśmy w stanie im odpowiedzieć.

S. Helena Korpok objęła opiekę nad chorymi w parafii, inne siostry katechizację. Przez kilka lat pracowała tu w charakterze katechetki S. Maria Marciniak. Obecnie (1973 rok) S. Przełożona, S. Aleksandra Ziemińska uczy religii w parafii: Branice, Nowa Cerekiew, Samborowice, Sucha Psina.

Sąsiedzkie stosunki z personelem świeckim, a zwłaszcza z kierownictwem zabranego nam przedszkola układały się różnie - w zasadzie nie za dobrze. Pani Salomea Osuchowska, kierowniczka przedszkola, molestowała władze oświatowe, że ma za mały plac do zabaw dla dzieci. oprócz podwórka, z którego korzystały, kierownictwo przedszkolne otrzymało do użytku dzieci słoneczny kawał ziemi z lewej strony posesji, którego jednak przez sześć lat nie zagospodarowano ani nie wykorzystano. Wydawało się natomiast kierownictwu przedszkola że zabranie nam ogrodu warzywnego, bardzo ładnie urządzonego i uprawionego zadośćuczyni wszystkim potrzebom i wymaganiom przedszkola.

Zgromadzenie zwróciło się w tej sprawie do Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej - Prezydium Rady Narodowej w Głubczycach i przy tej sposobności przedstawiłyśmy stronę prawną naszej posesji. Wydaje się, że to podziałało pozytywnie, bo pozostawiono nas w spokoju i wszystko ucichło.

Przedszkole zlikwidowano w 1971/72 roku. Budynek wymagał kapitalnego remontu, do którego, o ile się orientujemy, nie dojdzie, bo koszt remontu przewyższyłby koszt wystawienia nowego budynku. Niemniej jednak, chociaż władze powiatowe orzekają, że budynek powinien być nam zwrócony, przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej przeszkadza z uporem i wręcz oświadcza, że nie pozwoli, byśmy budynek po-stodolny otrzymały, mimo że stoi on na dziedzińcu domu uznanego za naszą własność. Wydaje się, że z naszej strony potrzeba jeszcze trochę cierpliwości.

S. Kazimiera Chodyczko, fmm